Forum Napiszemy   Strona Główna
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Opowiadanie- Moja przygoda ze Świętym Mikołajem
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Odpowiedz do tematu    Forum Napiszemy Strona Główna » Wasza twórczość literacka / Opowiadanie Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Opowiadanie- Moja przygoda ze Świętym Mikołajem
Autor Wiadomość
Gość







Post Opowiadanie- Moja przygoda ze Świętym Mikołajem
Była Wigilia Bożego Narodzenia. Kilka tygodni przed Wigilią dałam rodzicom listę prezentów, które chciałabym dostać. Jak zwykle pobiegłam do nich ze śmiechem na ustach, że musimy iść na spacer, aby Mikołaj mógł spokojnie przyjść, przez nikogo niezauważony. Dobrze wiedziałam, że ten wielki święty to tylko bujda wymyślona przez dzieci, jednak podczas tegorocznych świąt dostałam wątpliwości.
Siedziałam na parapecie, jeszcze przed Kolacją Wigilijną, a pamiętam to bardzo dobrze, bo było jasno. Przyglądałam się niebu, no i przy okazji chmurkom. Tylko na chwilę odwróciłam wzrok, żeby spojrzeć na choinkę. Była taka śliczna, że aż zapierało dech. Te łańcuchy, bombki, światełka… Wyrwałam się z transu i mój wzrok powrócił na swoje dane miejsce, gdzieś w chmurach. Wszystkie bialutkie obszary na niebie zniknęły, a został tylko jeden mały biały balonik układający się na dziwny kształt. Właśnie ona rozbiła moje wątpliwości na trochę mniejsze, ale tylko trochę. Układała się w Renifera i sanie, a na nich postać. Zrobiłam wielkie oczy. –Mikołaj i Rudolf!- krzyknęłam do siebie i pobiegłam po aparat. Gdy wróciłam zasmuciłam się, bo Mikuś zniknął. To tylko moja chora wyobraźnia, pomyślałam.
Razem z bratem i tatą siedzieliśmy w mnie w pokoju, przy zgaszonym świetle. Czego oni ode mnie chcieli? Myśleli, że jestem jakaś niedorozwinięta, że zobaczę jakieś elfy??? –Z choinki się urwaliście? – zapytałam z ironią. – Ten Wasz Santa Claus to jedna wielka bujda!- krzyknęłam i bezsensownie wpatrywałam się w okno. Jakbym miała zaraz tak zobaczyć, kurcze, Rudolfa. Włączyłam jakąś kolędę i kiwałam głową w jej rytm. Myślałam, że oszaleję, gdy niebo rozbłysło na kolory tęczy, a potem został tylko czerwony punkt, który się oddalał od nas z zawrotną szybkością. To na pewno Mars, wywnioskowałam, ale na wszelki wypadek poszłam do choinki. Nic. Wiedziałam, że to bujda!
Leniwie poczłapałam się na korytarz, żeby ubrać się ciepło i wyjść z tatą na dwór zabawić się w szukanie świętego Mikołaja. Zapowiada się bardzo ,,interesujący’’ wieczór! Ha! Myślą, że nie mam nic innego do roboty tylko uganiać się za czymś, czego nie ma? Fajowsko! Wciągnęłam trapery i kurtkę oraz schodziłam po schodach tak wolno, żeby tylko zdenerwować tatę, byśmy wrócili się do domu: -O nie! Jak chcesz mnie zniechęcić to nic z tego!- krzyknął tata na klatce, w które jego głos odbił się tylko echem. –Echo!- mówiłam bez entuzjazmu na pierwszym piętrze. Byłam tak wszystkim znudzona, że nawet ledwo wymawiałam to ECHO! Powaga… Było strasznie zimno i od razu mróz szczypał mi nos. Nawet mister Mrozik się na mnie uwziął. Już prawie wychodziliśmy terenu B.B.O.N. 1, gdy głośno kichnęłam i na szczęście odwróciłam wzrok w prawą stronę. Ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu ujrzałam błyszczące ślady kopyt. Chyba rzuca mi się totalnie na głowę, pomyślałam. Renifery? Nie, nie, nie! Ale jakie było inne wytłumaczenie? Koniki sobie hasały na moim trawniku? – O! Czyżbyś zobaczyła Mikołaja?- zażartował tata. Wzięłam kulkę śniegu, gdzie był srebrzysty pył i rzuciłam prosto w tatę. Jeszcze nigdy w niego nie trafiałam, zwłaszcza, gdy szedł. Czyżby pył z kopyt renifera pomógł mi celować? No, co ja wygaduję!
Dotarliśmy do lasu. Ładny, mały, zielony las był pokryty grubą warstwą białego puchu, powszechnie znanego, jako śnieg. Tralala! Już nie miałam, co robić. Szłam totalnie bez sensu. Nie miałam powiedzieć, co myślę, bo nie włożyliby mi prezentów pod choinkę, a tak marzyłam o tej grze! Z początku nic ciekawego się nie działo. Zresztą jak cały dzień. W ułamku sekundy wszystkie latarnie w lesie zgasły. –Co się stało?- spytałam taty, podchodząc od niego nerwowo. Wzruszył tylko ramionami, jak gdyby to on wyłączył to światło. Co za kanciarz! Normalnie jak Edd, Ed i Eddy. Ten by się tak nadawał, że szok. Muszę mu kiedyś to zaproponować. Wyglądało na to, iż świetnie się bawił w porównaniu do mnie. W pewnej chwili dostałam ze śniegu w głowę. Ale to nie był tata, bo on stał przy mnie. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam tylko krzaki.- Co się dzieje w tym świecie. Już krzaki rzucają w ludzi śniegiem! – mruknęłam przyglądając się bliżej roślinie, ciągnąc tatę za sobą. Może to z drzew leciało, ale wcale nie myślałam o Mikołaju! Nie-e! Tylko pomyślałam o reniferze. Bez kitu o reniferze! Wiecie, czemu? Bo nagle z tych krzaczków wyskoczył renifer! Byłam taka skołowana po tym, że od razu postanowiłam udać się do domu.- Widziałeś to?- zapytałam taty, spoglądając na niego. –Ale co?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Pokręciłam głową. Nie uczyli, że trzeba odpowiedzieć zanim zada się kolejne pytanie, pomyślałam przygnębiona. Szybkim krokiem udałam się pod blok.
Nagle, ni stąd, ni zowąd, naszła mnie olbrzymia ochota lepienia bałwana. Tak perfidnie. Ogłosiłam, że wrócę za kilka minut, bo mam inne zajęcie jak na razie. Lepienie całkiem dużego bałwana zajęło mi około pół godziny. W tym czasie rodzice zdążyli podłożyć prezenty. Zauważyłam, że mojemu bałwankowi czegoś brakuje. Po prostu to olałam i chciałam iść. –Idziesz? Przyniesiesz mi nosek i kapelusik?- usłyszałam zza pleców. Oczy o mało nie wypadły mi z orbit, gdy TEN BAŁWAN coś powiedział. Ten nieżywy przedmi…, czym on w ogóle jest? Nie jest przedmiotem, zwierzęciem, człowiekiem… Mogę go określić mianem niczego. Więc tak posłusznie wbiegłam do domu po marchewkę i cylinder, który nie widomo skąd się wziął w mojej szafie, dla Niczego. Zauważyłam, że Niczego już nie ma. Pozostawił tylko ślady. Te Święta zeszły na psy (bez urazu dla Herci). Humor znowu mi się popsuł i pozostawiłam rzeczy na śniegu. Jak chce to przyjdzie, pomyślałam i napisałam na mięciutkim puchu: Dla Niczego. Uważam, że Nicz, Niczego, Niczuś to fajne imię mogłoby być.
Ledwo weszłam do domu i już: - Mikołaj kazał cię pozdrowić.- powiedziała mama. Tak, jasne. W tej bajce były smoki, dinozaury i renifery. Oni myślą, że nadal mam chyba trzy latka i poklaskuję na chociażby słowo o Mikołaju i elfach. Jejciu… Pod choinką leżała już tona prezentów. Wzięłam pod ramię swoje paczki, odłożyłam je do swojego pokoju i… o dziwo, nie zamknęłam się w nim, żeby odpakować je. Poszłam pod kuchni. Nie wiem nawet, dlaczego. Coś szepnęło mi do uszka, więc poszłam. Na stole zauważyłam czekoladowe ciastka specjalnie upieczone dla Mikołaja. Coś chyba mu nie smakowały, zaśmiałam się w duchu. Nagle zauważyłam, że nas talerzykiem pochylony jest zielony, mały stworek. Był bardzo brzydki nie był.. Był całkiem milutki. Miał brązową bródkę i zielony strój. Ale i tak jak ktoś obcy mógł jeść ciastka, które.. No wiecie. –Hej, ty! Te słodycze nie są dla ciebie.- upomniałam, lekko odciągając złodzieja łakoci. –Wiem, ale były bardzo dobre.- pochwalił.- Jestem elfem Świętego Mikołaja, mieszkam pod twoim łóżkiem. Nazywam się Maurycy.- przedstawił się kulturalnie. Spojrzałam w okno. Bałwanka nie było, ale również zniknęły czapka i marchewka. Elf zauważył to chyba i dodał: - Pan B już wziął rzeczy i kazał podziękować.- Okej.. to było już wszystko na maksa dziwne. Elfy, bałwany, renifery… -Czy ślady, chmurki… jejku.. Co ja wygaduję! Rozmawiam z stworzeniem, które nie istnieje!- załamałam się, klepiąc się w głowę. –Trudno.- wzruszyłam ramionami i nawijałam dalej.- Czy istnieje Mikołaj i… Rudolf?- zapytałam. – Oczywiście, że tak. Kto by dawał prezenty pod choinkę?- sprawdzał mnie Maurycy. – Przyjdź zresztą na pasterkę, ale spóźnij się o kilka minut, dobrze?- poprosił mnie elf tajemniczo i zniknął. Kiwnęłam głową do siebie.
Zbliżała się północ. Postanowiłam posłuchać rady Maurycego i spóźnić się na pasterkę. Siedziałam bezczynnie w kuchni. Czekałam, aż wybije dwunasta. Wtedy zacznę się zbierać. Elf pewnie już był pod moim łóżkiem, bo cóż innego miał porabiać? Usłyszałam, jak ktoś kichnął, a zaś drugi ktoś życzył mu Na Zdrowie. Pewnie rodzice. Ale zaraz, zaraz… przecież wyszli do sąsiadów. O nie! Mam już halucynacje! Królik i Hera siedzieli i sobie po prostu rozmawiali. –Co tu się dzieje?- zapytałam zdziwiona. Hera odwróciła łeb.- Czekaliśmy na ten dzień. – ogłosiła. – Owszem… ja chcę inną klatkę. Ta jest jakaś stara i cuchnie.- poinformował mnie Królik. Chyba z dziesięć minut wymieniali, co by chcieli.- Coś jeszcze?- odwróciłam wzrok od kartki, na której wszystko notowałam. Przede mną nikogo nie było. Kicuś siedział w klatce tak jak wtedy, a pies w łazience, szczerzył zęby. Ten dom, to wszystko już oszalało. Łącznie ze mną. Ubrałam się i pobiegłam do kościoła.
W drodze do kościoła na szczęście nic się nie wydarzyło. No, może oprócz pary staruszków śpiewających kolędy. Weszłam na pasterkę. Stałam przy kolumnie, zaspana, ledwo utrzymywałam się na nogach. Coś mnie wyrwało z tej rzeczywistości. Podniosłe HO HO HO ogarnęło pomieszczenie. Nikt z obecnych nie zwrócił na to uwagi, oprócz mnie. Odwróciłam się na pięcie i myślałam, że padnę ze zdziwienia. Na chórze stał grubasek uśmiechnięty z dzwoneczkiem, ubrany na czerwono. Wbiegłam po schodach, nie patrząc się na ludzi, którzy rzucali mi zadziwione spojrzenia. –Mikołaj?- zapytałam. On tylko uśmiechnął się, wziął mnie za rękę i poszliśmy do jego sań na dachu. Na samym przedzie stał Rudolf, a za nim Kometa, Błyskawica, Fircyk, Amorek, Tancerz, Pyszałek, Złośnik. Oglądałam ,,Rudolfa- czerwononosego renifera’’ chyba ze cztery razy to zapamiętałam imiona cudnych kumpli Rudolfa. Od razu zrobiłam kilka zdjęć. Byłam pod wrażeniem. Za to, że nie wydam tajemnicy Mikołaja wziął mnie w podróż swoimi saniami. Obiecałam mu to. Ale jednak myślę, że wy powinniście o tym wiedzieć, żebyście uwierzyli w Świętego Mikołaja! Ja wierzę i jestem z tego dumna.


Napisałam to dla dwóch siostrzeńców. Mają po 7 lat i nie wierzą w tego grubaska świętego. Ja w tym wieku wierzyłam i przynosiło mi to dużą radochę. Jak myślicie, jakbym im to przeczytała w wieczór wigilijny, by uwierzyli? : )
Wto 14:20, 09 Sie 2011
Gość







Post
Cytat:
Była Wigilia Bożego Narodzenia. Kilka tygodni przed Wigilią dałam rodzicom listę prezentów, które chciałabym dostać.


Powtórzenie

Cytat:
jednak podczas tegorocznych świąt dostałam wątpliwości.


Brzmi, jakby bohaterka dostała wysypki. Powinnaś raczej użyć sformułowania "zaczęłam mieć wątpliwości".

Cytat:
Siedziałam na parapecie, jeszcze przed Kolacją Wigilijną, a pamiętam to bardzo dobrze, bo było jasno.


A tego zdania nie bardzo czaję. Siedziała na parapecie, a pamięta to dlatego bo jasno było? Nie bardzo trzyma się to kupy.

Cytat:
Przyglądałam się niebu, no i przy okazji chmurkom.


Trudno przyglądać się niebu i nie widzieć przy okazji chmur, więc opis sytuacji jest nieco przekombinowany. A gdyby sformułować to tak: "Przyglądałam się chmurą, leniwie płynącym po niebie" albo coś w tym stylu.

Cytat:
Wyrwałam się z transu i mój wzrok powrócił na swoje dane miejsce, gdzieś w chmurach.


Przeczytaj na głos samo to zdanie. Jak brzmi? Jakby wzrok najpierw zszedł z pomiędzy obłoków, a potem wrócił na miejsce, gdzieś wysoko w chmurach. Czyli do poprawki.
Widziałaś kiedyś człowieka w transie? Twoja bohaterka najnormalniej w świecie zapatrzyła się na tą choinkę. Trans w tym wypadku to nieco przesadzone określenie.

Cytat:
Wszystkie bialutkie obszary na niebie zniknęły, a został tylko jeden mały biały balonik układający się na dziwny kształt.


Nie bardzo dociera do mnie czym są te bielutkie obszary. I jak balonik może samoistnie układać się w cokolwiek?

Cytat:
Wszystkie bialutkie obszary na niebie zniknęły, a został tylko jeden mały biały balonik układający się na dziwny kształt. Właśnie ona rozbiła moje wątpliwości na trochę mniejsze, ale tylko trochę.


Balonik i kształt to rodzaj męski. Do czego więc odnosi się tajemnicza "ona". Kim jest, że rozbiła wątpliwości bohaterki? I sformułowanie rozbić wątpliwości na mniejsze też jest deczka dziwne. Zwykle stosuje się sformułowanie "rozproszyć wątpliwości".


Cytat:
Układała się w Renifera i sanie, a na nich postać.


oraz siedzącą na nich postać

Cytat:
Myślałam, że oszaleję, gdy niebo rozbłysło na kolory tęczy


Niebo rozbłysło kolorami, nie na kolor. Na kolor czegoś mogło być zabarwione.

Cytat:
a potem został tylko czerwony punkt, który się oddalał od nas z zawrotną szybkością. To na pewno Mars, wywnioskowałam, ale na wszelki wypadek poszłam do choinki.


Co masz na myśli pisząc Mars? Bo jesli planetę, to nawet jeśli dostrzeże się ja gołym okiem, to dla obserwatora stojącego na Ziemi jest to nieruchomy punkt.

Cytat:
Leniwie poczłapałam się na korytarz, żeby ubrać się ciepło i wyjść z tatą na dwór zabawić się w szukanie świętego Mikołaja.


Po co tyle zaimków? Pierwszy jest niepotrzebny zupełnie, nie można poczłapać się. Można po prostu poczłapać. Któregoś z kolejnych można uniknąć inaczej formułując zdanie. Spróbuj pokombinować, to sobie utrwalisz.

Cytat:
Wciągnęłam trapery i kurtkę oraz schodziłam po schodach tak wolno, żeby tylko zdenerwować tatę, byśmy wrócili się do domu:


Gdzie albo na co wciągnęła to ubranie? Dalej, po "oraz" zdanie jest napisane strasznie niegramatycznie.

Cytat:
Było strasznie zimno i od razu mróz szczypał mi nos.


Nadmiars szczegółów jest błędem, ale pewnych rzeczy tez nie można pozostawić w domyśle.

Było strasznie zimno i kiedy tylko wyszłam z klatki, mróz zaczął szczypać mnie w nos.


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Śro 20:16, 10 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Śro 20:04, 10 Sie 2011
Gość







Post
W pierwszym i drugim się zgodzę. Od razu poprawię.
Trzecie- to jest takie jakby wspomnienie i było wtedy jasno i wszystko widziałam. : )
Czwarte- podoba mi się twój pomysł- poprawię.
Piąte- niezbyt rozumiem, ale trochę tak i poprawię.
Szóste- no białe obszary- w sensie, że chmury. Nie miałam już czymś zastąpić, ale poszukam jakiś bliskoznacznych.
Siódme- tutaj chyba zapomniałam, że nie użyłam słowa chmury. Poprawię.
Ósme- poprawię, ale może na : na których siedziała postać.

Ale ogólnie, jak pomysł i reszta?


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Śro 20:12, 10 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Śro 20:12, 10 Sie 2011
Gość







Post
Cytat:
Już prawie wychodziliśmy terenu B.B.O.N. 1, gdy głośno kichnęłam i na szczęście odwróciłam wzrok w prawą stronę.


PO co to na szczęście? Gdyby popatrzyła w lewo, stałaby się jakaś tragedia, poza tym, że nie ujrzałaby tych kopyt? Moim zdaniem zbędne.

Cytat:
Wzięłam kulkę śniegu, gdzie był srebrzysty pył i rzuciłam prosto w tatę.


Kulka już leżała ulepiona na śniegu, że po prostu bohaterka podniosła ja i rzuciła? I nie rozumiem o co chodzi z tym pyłem. Co za pył? Że śnieg? Czy tylko tam gdzie był tajemniczy pył, leżały kulki śniegowe?
A jakby po prostu napisać, że ulepiłam śnieżkę i rzuciłam nią w tatę?

Cytat:
Czyżby pył z kopyt renifera pomógł mi celować?


A więc mamy wyjaśnienie czym jest tajemniczy pył. Powinnaś napisać o tym wcześniej, tam, gdzie pisałaś o podnoszeniu kulki.

Cytat:
Dotarliśmy do lasu. Ładny, mały, zielony las był pokryty grubą warstwą białego puchu, powszechnie znanego, jako śnieg.


Bez przesady. Jeśli będziesz opisywać chłopa orzącego pole, też napiszesz, że jego pług był przypięty do karego zwierzęcia parzystokopytnego potocznie nazywanego koniem?

Cytat:
Wyglądało na to, iż świetnie się bawił w porównaniu do mnie.


Oj, koleżanko droga. A w tym wypadku używamy raczej sformułowania, że w przeciwieństwie do mnie świetnie się bawił.

Cytat:
W pewnej chwili dostałam ze śniegu w głowę.


Dostałam z pocisku w głowę, dostałam z kija w głowę... Źle. Śniegiem, to mógł ja obsypać, ale w głowę mogła dostać śniezką, nie ze śnieżki, a już na pewno nie ze śniegu.


Cytat:
Nagle, ni stąd, ni zowąd, naszła mnie olbrzymia ochota lepienia bałwana.

Na lepienie bałwana

Cytat:
Lepienie całkiem dużego bałwana zajęło mi około pół godziny.


A tu mamy moja droga masakryczny błąd logiczny. Czyż wcześniej nie pisałaś, że na dworze panował siarczysty, szczypiący w nos mróz? Śniezkę na upartego z takiego śniegu jakoś ulepisz, ale na zrobienie w trzydziesci minut sporego bałwana nie ma najmniejszych szans, z tej prostej przyczyny, że taki śnieg się nie lepi.

Cytat:
Oczy o mało nie wypadły mi z orbit, gdy TEN BAŁWAN coś powiedział.


Uzywa się sformułowania "omal nie wyszły mi z orbit", nie, że wypadły.


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Śro 20:36, 10 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Śro 20:26, 10 Sie 2011
Gość







Post
No, nie. Raczej tak nie napisze- masz rację : )
Śro 20:35, 10 Sie 2011
Gość







Post
Okej droga Lauro. Teraz napiszę Ci ogólnie co myślę o tym tekście. Zasadniczo, jak pisałaś, masz 14 lat i popełniasz błędy które w tym wieku są najzupełniej normalne jeśli chodzi o pisanie opowiadań, więc nie masz się czym przejmować.
Najważniejszą rzeczą jaka powinnaś robić, to przede wszystkim BARDZO DUŻO CZYTAĆ I JESZCZE RAZ CZYTAĆ.
Jeśli chodzi o pisanie, to unikaj nadmiaru szczegółów, tak jak z tym opisem lasu, ale pewnych rzeczy nie zostawiaj niedopowiedzianych. (Tam chyba coś takiego z mrozem było i dalej jeszcze parę rzeczy wyłapałem, a błędy wypunktowywałem gdzieś do połowy). Zwracaj uwagę na zakresy znaczeniowe wyrazów, bo czasem wychodzą śmieszne rzeczy. Tak jak z tym transem na przykład. Zapatrzenie się na coś a trans to niebo, a ziemia.
Unikaj nadmiaru zaimków.
I przede wszystkim, jeszcze raz dużo czytaj.

Aha, siostrzeńcom myslę możesz ten tekst przeczytać spokojnie. Dziecko w tym wieku to nie taki stary cap jak ja i błędów na pewno nie zauważy, więc spoko Razz


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Śro 20:47, 10 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Śro 20:45, 10 Sie 2011
Gość







Post
No to luzik. : )
Dzięki za ocenę i będę się przestrzegać do Twoich świętych reguł. No, i jeszcze raz dzięki. : ) Biorę się za czytanie, chociażby ,,Pielgrzyma'' Coelha, bo słyszałam, że ciekawa lektura jest. : )
Śro 23:20, 10 Sie 2011
Lux
Gość






Post
,,Pielgrzym" ciekawy, nie da się ukryć ;D Ale z dystansem trzeba go trochę brać. Osobiście mi bardziej podobał się ,,Alchemik", albo ,,Piąta Góra". Chociaż ,,Podręcznik Wojownika Światła" też ciekawie napisany ;D
Czw 12:02, 11 Sie 2011
Gość







Post
Ja miałam kawałek ,,Pielgrzyma '' w podręczniku w pierwszej gimnazjum i strasznie mi się spodobał. : )
Czw 12:14, 11 Sie 2011
Lux
Gość






Post
Ta? W podręczniku? No, no, widzę, że ministerstwo edukacji (celowo z małej) robi jakieś postępy jeśli chodzi o literaturę tzw. przymusową. ;D
Czw 13:26, 11 Sie 2011
Gość







Post
Nom, w podręczniku, w podręczniku. Ale wybrali taki fragment o marzeniach i normalnie super był. : )
Czw 13:28, 11 Sie 2011
Gość







Post
Ja słyszałem, że teraz to nawet Harry Potter jest lekturą... Ale ile w tym prawdy to nie wiem.
Czw 14:45, 11 Sie 2011
Gość







Post
Harry Potter w szkole? No dobra, o tym nie słyszałam. O.o
Czw 14:59, 11 Sie 2011
Don Self
Geniusz
Geniusz



Dołączył: 28 Mar 2010
Posty: 553
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: mężczyzna

Post
Ja nie jestem pewien czy ktoś wprowadziłby Harry'ego Potter'a do kanonu lektur szkolnych, bo rożnie mogłoby potem być z komentarzami na temat ministerstwa edukacji. Wystarczy posłuchać księdza Natanka, za którym murem stoją wszystkie moherówki Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.


Post został pochwalony 0 razy
Czw 15:40, 11 Sie 2011 Zobacz profil autora
Gość







Post
Hahah xd
No nie, Harry Potter raczej w lekturach nie.. My w pierwszej gim mieliśmy cztery lektury. Wszystkie normalne : )
Czw 16:45, 11 Sie 2011
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum Napiszemy Strona Główna » Wasza twórczość literacka / Opowiadanie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin