Przegląd tematu
Autor Wiadomość
FrauProfessor
PostWysłany: Czw 17:53, 09 Lut 2012    Temat postu:

Dziękuję za wytknięcie błędów (zwykle nie sprawdzam swoich tekstów przed publikacją, więc w każdym się od nich roi...). Wszystkie poprawione, a jakże.

I również dziękuję za ocenę. Jeśli chodzi o konkursy to jest taki jeden... no ale nie będę zapeszać bo jeszcze mi wena ucieknie.
Lux
PostWysłany: Czw 11:47, 09 Lut 2012    Temat postu:

To dobrze robisz. Jak nie wiesz gdzie, wal właśnie tutaj ;D

Cytat:
jak również nie silił się nigdy na stawanie w szranki z Andersen’owskim ogrodzie


Ogrodem chyba miało być.

Cytat:
jednak, co jakiś czas łapała się na tym


Myślę, że tutaj ,,co jakiś czas" jest wtrąceniem, więc trzeba by cały zwrot w przecinkach zamknąć.

Cytat:
Kiedy uniosła głowę zobaczyła, że w jej ogrodzie żyje jeszcze jedno słowo.


Tutaj z kolei, jak mniemam, przecineczek przed zobaczyła.


Co by tu powiedzieć - moim zdaniem ciekawe. Masz poetycki styl i trudno to do prozy zakwalifikować. Byłoby trudno, gdyby ten tekst - weźmy tylko jego - miał długą formę. Wówczas bym strajkował i protestował, bo tak nieładnie poetyzować przy długich formach. Jest krótka i jest w porządku. Mnie się - krótko rzecz ujmując - podobało.

Poza tym w ten sposób mogłabyś jakiś konkurs literacki wygrać, więc możesz próbować ;D

Powodzenia.
FrauProfessor
PostWysłany: Śro 16:03, 08 Lut 2012    Temat postu: Ogród.

Od Autorki:
Nigdy nie mam pewności, gdzie dany tekst umieścić...
Czy to klasyfikuje się już jako opowiadanie? Nie, raczej nie. To kolejna miniatura.
Jak zwykle personifikacje.
Takie małe ćwiczenie przed zabraniem się do pisania 5 i 1/2 opowiastek katyńskich.


Ogród Panny Nikt był nietypowy.
Z pewnością nie dorównywał temu w opowieści Frances Burnett, jak również nie silił się nigdy na stawanie w szranki z Andersen’owskim ogrodem w którym odpoczywała mała, zagubiona Gerda. On po prostu istniał i piękniał we własny, nieopisany sposób.
Panna Nikt pielęgnowała w nim nie kwiaty, a słowa. Dokładnie obkopywała treny, podlewała wiersze, wsłuchiwała się w opowieści o dzielnych wędrowcach, przymykając oko zarówno na ich niedoskonałości jak i przechwałki. Zdarzało się często, że siadywała pomiędzy nimi, jedynie po to by za namową udręczonej okropnymi błędami językowymi recenzji, postawić gdzieniegdzie przecinek.

Słowa ją kochały. A ona kochała słowa.
Żyła w bajce, którą sobie sama wymyśliła, dzień w dzień opiekując się swoim ogrodem.
Żadne ze słów nie znało jej imienia. Dla nich była po prostu Panną Nikt.
Do czasu, aż w ogrodzie zakwitło nieznane jej słowo.
Słowo było piękne, ale również i pyszne. Chlubiło się posiadaniem niezwykłego imienia, paplało, co dzień tylko i wyłącznie o sobie.
Kazało się zwać erotykiem.
Panna Nikt starała się nie okazywać mu więcej zainteresowania niż innym podopiecznym, jednak, co jakiś czas, łapała się na tym, że chętniej słucha nowoprzybyłego aniżeli chociażby bogobojnej modlitwy. Z zarumienionymi policzkami siadywała wtedy na dróżce w jego części ogrodu i zasłuchując się w jego zmysłowym szepcie, plotła w myślach wyobrażenia jego opowieści.

Ogród umierał.
Umierały dramaty, odchodziły z żałosnym śmiechem komedie, eposy rycerskie dumnie zwracały się ku niebu.
A ona siedziała wciąż zasłuchana w niewyczerpane opowieści swego ulubieńca.
Jednak pewnego dnia i on umarł, zmęczywszy się wymaganiami coraz bardziej wyuzdanej panny Nikt.
Płakała po nim długo.
Łzy zmywały mocny makijaż, rwała na sobie krótkie sukienczyny, jednak nie była w stanie go uratować.
Wymęczony kochanek, do którego pałała tak ogromnym uczuciem zwiądł niczym najpiękniejszy narcyz. Siedziała wtedy sama, wśród zgliszczy swojego ogrodu, szlochając nad własną przyziemnością.
I wtedy usłyszała cichy szept.
Delikatne dłonie czesały jej włosy, ocierały brudne policzki czystą wodą, którą nie tak dawno podlewała słowa.
Kiedy uniosła głowę, zobaczyła, że w jej ogrodzie żyje jeszcze jedno słowo.
Daj jej Panie siłę, by zstąpiła ze ścieżki zła i nieprawości.
Wzgardzona modlitwa okrywała jej nagie ramiona swoją suknią.
Z każdym jej słowem panna Nikt bledła, rozpływała się powoli, znów zasłuchana. Modlitwa zaś nabierała barw, przejmując na siebie cały jej ból, z dobrodusznym uśmiechem ścierała hańbę, spowodowaną nieczystą miłością do erotyka.

Modlitwa kochała pannę Nikt. A panna Nikt kochała modlitwę.
Powoli ich role się odwracały.
Podopieczna ułożyła ją w donicy, okryła ciepłą ziemią, macierzą każdego słowa. Przybrała się w jej stroje, białe i zwiewne, niesplamione pożądaniem, przepasała się błękitną chustą, białe pukle włosów skryła skromnie. Z pokorą patrzyła w burzowe niebo, czując, że Bóg patrzy na jej poczynania z przyzwoleniem w niebiańskim oku.
A ogród na nowo rozkwitał. Ballady śpiewały o „tej, która wyrwała się z pęt”, moralitety chwaliły co dzień jej postawę.
Lecz ona kochała prawdziwie tylko jedno słowo. Wyznawała miłość określaną mianem platonicznej. Była wszak panną Modlitwą – opiekunką ogrodu. Nie mogła zapomnieć o błędach swej poprzedniczki.
Dlatego nie wywyższała ukochanej.
I równie często okopywała treny, słuchała żartów komedii, co wsłuchiwała się w cichy szept istoty z doniczki.
Autobiografii Panny Nikt.

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.