Forum Napiszemy   Strona Główna
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Akwizytor Dusz

 
Odpowiedz do tematu    Forum Napiszemy Strona Główna » Wasza twórczość literacka / Opowiadanie Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Akwizytor Dusz
Autor Wiadomość
Gość







Post Akwizytor Dusz
To jest jedno z pierwszych moich opowiadań. Na razie to tylko początek ale proszę o wyrozumiałość.



Dzień jak dzień. W życiu Johna Każdy wyglądał tak samo. W jego życiu nie było miejsca na zmiany i jakiekolwiek improwizacje. Dobrz ustatkowany wolny mężczyzna? Mu to paso-wało. Po co mieć żonę, która będzie mu truć życie razem z teściową. John wolał wolne związki bez zobowiązań wobec partnera. Partnerka by mu tylko przeszkadzała. Niszczyła jego plany i bezsensownie wydawała kasę. On już taki jest. Człowiek nie zmienia się z dnia na dzień. Nie po raz pierwszy próbował się zmienić. Zamknąć ten rozdział i zacząć nowy. Był nie zastąpiony na stanowisku dyrektora redakcji gazety. Bardzo lubił rządzić. Nawet gdy był małym chłopcem. Zawsze był szefem i jego zdanie się liczyło każdy się go bał i dlatego teraz jest dyrektorem redakcji. Co dzień modli się do Boga by następny był lepszy.

John Kochał swoje stanowisko i nie miał nic na sumieniu. Wiele razy ktoś chciał znaleźć na niego haka i wygryźć z pracy. Jednak nie mili mu nic do zarzucenia . Więc na swoim sta-nowisku jest już osiem lat. Ma trzydzieści cztery lata. Unika hazardu, kokainy oraz alkoholu. Według niego tylko śmiecie, którzy nie potrafią ulżyć sobie życia używają tych dział szatana dla obrony. Był bardzo dumny z powodu, że mu wszystko się udało i zarabia całkiem niezłe pieniądze. Co dziennie w pracy słyszy miłe komentarze. Jeszcze mu się niż zdarzyło by prze-chodząc przez korytarz pełen pracowników. Jego życie cały czas toczyło się jednym tempem niczym bicie serca „ TUM-TUM-TUM”. Zawsze o 9:45 wpadał do pracy zdyszany. Nigdy wcześniej a nie później. Od razu przy windzie stała Angelika z kawą i drugim śniadaniem. Sześć metrów prosto korytarzem stał Ivan z świeżą pocztom. John zawsze się zastanawiał czemu nie mógł zostawić jej u niego w biurze, przecież ma klucze. Siedem metrów od niego stał Jack ze świeżą gazetą do wydrukowania czekającą na zaakceptowanie i wydrukowanie. Przed wejściem zawsze wpadał na Annę. Jednak ją bardzo lubił. I zawsze z nią rozmawiał. Była bardzo piękną brunetką, naturalną oczywiście. Takie właśnie lubił, naturalne brunetki. Kręciły go piękne długie czarne włosy. Gdyby miał sobie ustatkować życie z jakąkolwiek kobietą. Byłaby nią Anna. Kiedyś nawet myślał czyby się jej o to nie spytać. Raz gdy z nią rozmawiał przeszło mu to przez myśl jednak gdy chciał się jej o to spytać. Zamarł w nim od-dech. I nie mógł nic z siebie wyksztusić. Nigdy więcej nie próbował.

John tak jak zawsze wstał o 9:00. Wziął prysznic i dokładnie wyszczotkował zęby. Umył głowę i zgolił lekki zarost. Wyciągnął z szafy nowy nieużywany dotąd garnitur i włożył na siebie. Przy biurku leżała jego teczka którą zawsze brał do pracy. Nachylił się i podniósł ją za małą rączkę z drewna. Była to jedna z najdroższych teczek na rynku. Bardzo pięknie zdo-biona. Kosztowała go jakieś 500 dolców. Dużo osób się go oto pytało po prostu z ciekawości. Ale on wiedział tylko że około pięciuset dolarów. Złapał ją i pociągnął w górę ku sobie po czym położył ją na biurku. Po czym ją otworzył i sprawdził zawartość by o niczym nie zapo-mnieć. W spokoju zamknął sprawdzoną wcześniej teczkę i wyszedł. Mieszkał w ekskluzyw-nym a parta męcie na 5 piętrze. Zamknął drzwi na klucz sprawdził czy są domknięte i ruszył w kierunku windy nacisnął mały guziczek ze strzałeczką uniesioną czubkiem w górę. Winda przyjechała dość szybko, wszedł do środka i nacisnął guzik z cyfrą 0, spokojnie obrócił się w stronę wyjścia z windy. Czekając na koniec wycieczki. W dzieciństwie bardzo lubił jeździć windą. Powoli podniósł lewą rękę i odsłonił rękaw marynarki spojrzał na tarcze zegara była 9:30. W tym momencie drzwi windy się otworzyły. John ruszył na przód przez wielki hol poruszał się bardzo szybkim tempem. Przeszedł przez obrotowe drzwi i wyszedł na ruchliwy chodnik. Skręcił w lewo i szedł przez następne pięćdziesiąt metrów, do samochodu, który był parkowany tam co dziennie. John miał porsche Cayman. Samochody uważał za wizytówkę człowieka i nie mógł pozwolić sobie jeździć byle czym. Otworzył drzwi pięknego czarnego samochodu. Teczkę położył na siedzeniu pasażera. Zapiął pas bezpieczeństwa. Odpalił wóz nacisnął pedał gazu i ruszył w stronę redakcji gazety. Jechał słuchając muzyki Jacka Derrego, sławnego metalowca. Tylko przy tej muzyce czuł się inaczej. Tak jakoś swobodnie, nikt mu nie przeszkadzał. Był sam, możliwe, że dzięki temu czuł się świetnie. Ta muzyka go koiła. Był już naprzeciwko redakcji, teraz musiał pokonać tylko skrzyżowanie i zaparkować na stałym miejscu. Światełko paliło się na czerwono. Cały czas patrzył w jeden punkt. Światło zmieniło kolor na żółty. John nacisnął pedał gazu oraz ostro przycisnął hamulec by nadal stać w miejscu. Przez pasy przechodzili pieszy. Jego uwagę przykuł mężczyzna w beżowym płaszczu i kapeluszu. Z jego lewego rękawa wydobywała się lekka i mała chmura dymu. Wręcz nie zauważalna. John gdy był mały bardzo lubił odróżniać od siebie dwa obrazki z kilkoma różnicami. Dlatego teraz zobaczył strugę szarego dymu. Mężczyzna w prawej ręce trzymał mały neseser podobny do tego który miał John. Nagle zapaliło się zielone światło. Wtedy czarne porsche ruszyło z piskiem opon. Wjechał na swoje miejsce parkingowe. Wziął teczkę i wyszedł z samochodu. Zamknął czarne drzwi i ruszył ku drzwiom z napisem Energy Star. Wszedł do budynku. I ruszył do przodu do windy. Był bardzo energicznym chłopakiem i szedł bardzo szybko, gdy do niej doszedł nacisnął przycisk. Tym razem ze strzałeczką odwró-coną czubkiem do dołu. Winda się otworzyła. Ruszył do środka nacisnął numerek sześć. Drzwi się zamknęły, a on pomknął ku górze w małym pomieszczeniu. Jechał w milczeniu, uniósł lewą rękę i odsunął rękaw była godzina 9:44. Usłyszał dzwonek, dość krótki. Poczym zatrzymał się w miejscu, a drzwi się otworzyły. Tuż obok wejścia stała Angelika ze śniadaniem i kawą.
– Cześć szefie. Mam do ciebie drugie śniadanie i kawę. ¬-Zaatakowała go od razu Angelika.
– Dzięki, nie trzeba było. – odpowiedział ze spokojnym uśmiechem.
– Nie ma sprawy. – Odpowiedziała by nie wyszła na lizusa.
– Zawsze mnie ciekawi jedna sprawa.
– Jaka?
– Czemu to robisz?
– Po prostu, byłam kupić swoje śniadanie. I pomyślałam że, skoro już tam jestem ci też kupie.
–Tak, rozumiem cię. Po prostu lubisz mi sprawiać przyjemność i mnie wyręczyć. – uśmiechnął się odebrał kawę i śniadanie po czym starannie ja wyminął i ruszył dalej.
Spokojnie szedł jeszcze przez dziesięć minut myśląc nad prawdziwym powodem jej uprzej-mości. Gdy nagle na jego drodze jak duch pokazał się Ivan ze świeżą pocztą.
– Witaj szefie. Przyniosłem ci pocztę ze skrzynki.
– Na pewno wszystkie są do mnie?
– Tak wszyściutkie.
–No dobrze. Wyciągnął lewą rękę po listy. Siadanie i kawę położył na neseserze. Opierając całą konstrukcję na prawej ręce.
Szedł jeszcze przez kilka metrów gdzie spotkał Jacka z gotową gazetą. Jak z nie wiadomego powodu był bardzo uśmiechnięty kiedy wręczał mu gazetę. Ledwie ją złapał w rękę gdzie trzymał pocztę i ruszył prosto do swojego biura. Tuż przy nim spotkał Annę pędzącą w nie-wiadomym kierunku.
– O, cześć. Co u ciebie? –zapytał nie śmiało
– Cześć. Wszystko w porządku, a u ciebie? –odpowiedziała mu pięknym szczerym uśmie-chem.
– Też.
– Ale co też?
– Znaczy u mnie wszystko w porządku.
– Na pewno?
– Tak, tak przepraszam Alę musze już iść do biura. – w tym momencie pokazał jej gazetę. –Rozumiesz?
– Oczywiście, ja też musze coś załatwić. Cześć.
– Cześć.
Wszedł do biura i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do biurka i ustawił stos przedmiotów na blacie. Śniadanie przełożył na prawą stronę. Teczkę na ziemi koło biurka. Pocztę położył na środku, a na prawej stronie zostawił gotową gazetę. Zaczął przeglądać listy. Jego wzrok przykuła bardzo gruba koperta. Nadesłana była z ulicy SZATAŃSKIEJ 666. John uniósł brwi ku górze. Między jego oczyma na nosie stworzyła lekka zmarszczka. Nie ukrywał zdziwienia na twarzy. Pierwszy raz słyszał o takiej ulicy. Nadawcy koperty nie było. To też go zdziwiło. Lekkim ruchem ręki rozdarł zapieczętowaną kopertę. Ze środka wyciągnął katalog i list. List odrzucił koło gazety, a katalog złapał w dłonie i przekartkował. Wszędzie pisało tylko jedno zdanie. „John wejdź na stronę [link widoczny dla zalogowanych]

Odłożył katalog koło gazety i podniósł list. Była to zżółknięta kartka papieru zapieczęto-wana znakiem Anarchii. John odpieczętował mały znaczek i otworzył list. Wyglądał ona jak nie z tej planety. Był trochę przypalony. I jeszcze gorący. Tak jakby został nadesłany i wdru-kowany przed pięcioma minutami.

Witaj John. Jesteś zdziwiony z powodu tego katalogu? Tak, to świetnie. Bardzo podoba mi się twoja postawa, Żadnych żon teściowych i innego ustrojstwa. Ucieczka przed światem co nie? Nie mam zamiaru zrobić ci krzywdy więc nie bój się tego co zobaczysz w najbliższym czasie. Proszę cię tylko o jedno, odwiedź tą stronę.

Szatan

John natychmiastowo wyrzucił list do kosza stojącego obok. Jeszcze przez chwilę przyglą-dał się katalogowi. Na okładce widniał tylko jeden napis „JOHN”. Złapał go prawą ręką i wyrzucił. Katalog wylądował w koszu obok listu.

John położył obie dłonie na twarzy. Powoli przecierając nimi twarz jakby trzymał w nich nie widzialny ręcznik. Szybko przesunął dłonie na blacie i zaczął nerwowo stukać o niego palcami. Serce biło mu szybciej. Wziął głęboki oddech po czym odpalił swojego laptopa. Nie miał ochoty w tym czasie przeglądać gazety. Czekał aż komputer się włączy. Usłyszał krótki sygnał „DING-DONG”. Wtedy ukazał mu się pulpit komputera. Włączył przeglądarkę inter-netową, w której od razu po włączeniu ukazała się strona na którą miał wejść. Siedział w bez-ruchu patrząc z nie dowierzaniem na monitor komputera. W końcu poruszył myszką po ekra-nie. Coś mu mówiło żeby rozejrzeć się po stronie. Włączył zakładkę „Sprawdź naszą ofertę”. Wyświetliła mu się strona z ofertami dusz. Przy każdej ofercie widniał napis z imieniem, na-zwiskiem i krótką notką biograficzną. John od razu wyłączył przeglądarkę i laptopa. Wziął się za czytanie nowej gazety. Otworzył pierwszą stronę gazety. Znajdował tam miejsce artykuł o dzikim wysypisku za naszym miastem. Przeczytał tylko początek artykułu i przewrócił stronę. Tam znalazł informację o przebudowie starego rynku. Przesunął kilka stron. Tam zaciekawiło go tylko jedno zdjęcie. Byli to sprawcy napadu na bank. Dziś rano widział jedne go z nich. Był tego pewien. To był mężczyzna, któremu z lewego rękawa wylatywały opary dymu. Przeglądał gazetę dalej nie zatrzymując się na większą chwilę.
Wto 20:29, 03 Maj 2011
Graphoman
Minister wielki koronny



Dołączył: 29 Sie 2008
Posty: 1888
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź
Płeć: mężczyzna

Post
Jeśli prosisz o wyrozumiałość, to nie czytaj dalej. Tutaj jednak masz wersję ocenzurowaną, jak byś jendak nie chciał czytać:

"Genialne! Najlepsy tekst pod słońcem, pisz jeszcze, mistrzu!"

Teraz jednak realna ocena tekstu:

Język bardzo słaby. I to on się rzuca w oczy chyba na samym początku(pomijając sporo literówek!!! W notatniku piszesz, że Ci tego nie podkreśla?
Błędy typu "W życiu Johna Każdy wyglądał tak samo"
"Mu to paso-wało"

Pomijając, że "Jemu to pasowało", to tej kreski nigdy nie powinno być tam dłużej niż przez 10 sekund do skasowania jej podczas pisania! Mniejsza, takie rzeczy można poprawić przy pierwszej korekcie.


Język - bardzo słaby. Piekielnie krótkie zdania, które po prostu kłują w oczy, wżerają się w nie i zostawiają puste oczodoły. MUSISZ zacząć pisać dłuższe zdania. Takich, jakie Ty teraz piszesz - krótkich i pojedynczych - używa się chyba tylko przy jakiejś wartkiej akcji, a i to nie zawsze.

Nie przeczytałem całego, ale zastosowałem moją typową metodę "na lenia oceniającego słaby tekst"Very Happy
Przeczytałem kilka pierwszych linijek(może z 10?), kilka ze środka(dwa miejsca, ale to zależy od długości tekstu) i końcówkę.

No i powiem, że podobnie jest w całym tekście, po prostu słabo.
Rozumiem jednak, że to Twój pierwszy(albo jeden z pierwszych) tekst, więc nie zniechęcam pioniera.

Po prostu musisz ćwiczyć i dużo pisać. Dobry styl, porządny warsztat i umiejętne budowanie klimatu, nie mówiąc o tysiącu innych rzeczy, które trzeba opanować pisząc, można osiągnąć chyba tylko i wyłącznie ćwiczeniami.

Na początek jednak możesz spróbować naśladownictwa. Wyznaję osobiście zasadę, że jeśli ktoś jest w czymś bardzo dobry, to znaczy że coś umie robić i warto się od niego uczyć.
Pójdź więc do biblioteki/księgarni, weź stos książek z interesującego Cię fatunku i zacznij czytać, obserwując zarazem JAK autor robi pewne rzeczy - jak opisuje, jak wprowadza bohaterów, jak buduje napięcie.

Kombinuj, czytaj, pisz, ćwicz.

Powodzenia!


Post został pochwalony 0 razy
Śro 5:43, 04 Maj 2011 Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum Napiszemy Strona Główna » Wasza twórczość literacka / Opowiadanie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin